wtorek, 4 czerwca 2013

abyssmal atrophy

Mamy naprawdę szeroki wybór.
Są blogi o polityce, gdzie zawsze można dowiedzieć się cóż to, według uznanego autora,  dajmy na to dziennikarza, wydarzyło się ostatnio na tzw. "scenie politycznej". Dlaczego, po co, kto i z kim, a przede wszystkim za ile.

Są też powstające jak grzyby po deszczu blogi o modzie, gdzie każdy może sobie znaleźć jakiś miły dla oka "outfit", polecony oczywiście przez znaną "fashonistkę". Nic tylko wstać zza biurka, wyłączyć komputer i udać się do najbliższego H&M, Zary, czy co tam jeszcze jest i wydawać pieniądze. No chyba, że jest się hipsterem -- wtedy jest jeszcze opcja udania się do rozpropagowanego przez Maclemore thrift shop'u, czyli na łowy do swojskiego lumpeksu.

Inną kategorię stanowią blogi z przepisami kulinarnymi, ciekawostkami jednak użytecznymi. Szczególnie, gdy nie ma się nikogo, kto mógłby coś pod gębę podstawić. Wtedy akurat zamiast jeść gdzieś poza domem warto się takiemu blogowi przyjrzeć, a nóż uda się kupić jakiś ze składników w warzywniaku po drugiej stronie ulicy i już można w miarę tanio coś zjeść. Nie zupka z proszku, więc na pewno zdrowsze, co do smaku, to o niebo lepsze. Bez dwóch zdań.

No, a ten blog...?

Pytanie to przynajmniej na razie zostawiam bez odpowiedzi. Czas pokaże.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz